Mój pierwszy triathlon - relacja Łukasza.

Łukasz Frąckowski ( Brzoza Biega ) wystartował 20 lipca w Triathlonie w Gdańsku. Pierwsze razy bywają trudne, a to był mój pierwszy raz w takiej imprezie. Rok temu zdecydowałem się zacząć biegać by móc wziąć udział w triathlonie. Na debiut wybrałem dystans 1/10 Iron Man czyli: 380 m pływania, 18 km jazdy na rowerze i 4,2 km biegu.





Pozornie łatwizna. Okazało się jednak, że to był dramat, ale zakończony happy Endem. Zacznę od początku. 8:30,  20 lipca 2013 roku, Gdańsk, Molo w Brzeźnie, wejście do strefy zmian, skrupulatne sprawdzenie sprzętu przez sędziego i wymalowanie tak charakterystycznych numerów: na lewym ramieniu oraz prawej łydce. Odnalezienie swojego boksu i zainstalowanie się z rowerem i rzeczami „do zmian”.
Zaczęły się pogawędki z „sąsiadami”, następnie „wbicie się” w trisuita (strój w którym można pływać, który ma gąbkę pod „tyłkiem” i nie ma problemu z bieganiem). Punktualnie o 9:30 zaczęła się odprawa techniczna: bojki bierzemy prawą ręką (skutecznie gestykulował sędzia), płyniecie na plecach i podnoszenia rąk jest równoznaczne z wycofaniem z wyścigu, przed zdjęciem rowera ze stojaka należy założyć kask, numery na bieg widoczne z przodu. Nastąpiło powitanie ambasadorów: Joanny Jabłczyńskiej, Adama Korola (złotego medalisty olimpijskiego z Pekinu w wioślarstwie, ależ to jest potężny chłop) oraz pozostałych. Ostatnie sprawdzenia sprzętu, sprawdzenie okularków do pływania. 9:45 ostateczna weryfikacja zawodników przez sędziów, strefa zmian zamknięta, od tego momentu nie ma odwrotu. 9:57, ustawiłem się z przodu po wewnętrznej stronie trasy pływackiej, sędzia odsuwa nas od linii wody. Wielkie odliczanie z mola, 10:00, sygnał trąbki, rozpoczął się mój pierwszy w życiu triathlon. 260 zawodników rzuciło się jednocześnie sprintem do wody. Ktoś wskoczył na moje plecy, czyjeś ręce biją mnie po bokach, jakaś noga przelatuje koło mojej twarzy, płynę (za mną musiał być karambol bo duża przerwa się utworzyła). No to włączam ręce do kraula.
Ogromna, z perspektywy wody fala. Ciągłe zalewanie „oddechu” do kraula. Do pierwszego znaku jeszcze daleko a ja już mam dość. Znudziło mi się picie wody z Bałtyku, zmieniam na „klasyka”. Nagle zaczynam przyspieszać, spokojnie pokonuję dystans do pierwszej bojki, przy której podobno, za moimi plecami stworzył się korek, zmieniam na dowalony. Idzie już lepiej bo skośnie do fali. Zaczynam wyprzedzać innych zawodników. Górny znak i jazda z falą do brzegu. W wodzie zrobiło się luźniej, płynęło się przyjemnie. Mijam ostatni znak i widzę przed sobą ludzi, który brodzą już do pasa w wodzie. Zła taktyka. „Łapię” dużą falę i „surfuję” na niej do brzegu wyprzedzając brodzących. Wychodzę z wody z, podobno, dobrym czasem – 8’14’’.
Bieg do strefy zmian, słychać kibiców, czas zmiany 2’17’’, niezbyt imponujący. Wsiadam na rower, niedozwolony były „szosówki”, ze względu na poruszanie się po szutrach w parku. 18 km, 3 rundy. Co to dla mnie. No cóż. Jeśli wziąć pod uwagę średnią jaką wykręciłem 28,9 km/h i fakt, że przejeżdżaliśmy przez galerię handlową (!!!), przeskakiwaliśmy na krawężniki oraz jechaliśmy na pełnej prędkości przez szutry i zaliczaliśmy zakręty 270 stopni. Nie było łatwo. Mnóstwo przebitych opon (naliczyłem jakieś 15, jednej osobie podobno 3 razy(!)), mnie Opatrzność uchroniła przed podobną przygodą. Czas roweru 39’35’’. Szybka zmiana na buty biegowe, 1’19’’.
Zaczyna się mój koszmar, bieganie na nogach sztywnych jak kolumny Akropolu. Zaczynam powoli, ale jakoś nogi nie chciały mnie boleć . Przyspieszyłem i spokojnie przebiegłem 1,5 rundy, zobaczyłem z przodu trójkę rywali, „poczułem krew”, kolejną rzecz, którą dobrze pamiętam to ogromny aplauz publiczności, walka przed kreską i 2 osoby „połknięte”. Czas biegu  21’01’’, co w sumie daje 1h12’26’’. Ukończyłem swój pierwszy w życiu triathlon.

Łukasz Frąckowski
Gdańsk, 20 lipiec 2013



GRATULACJE i BRAWA  DLA ŁUKASZA.
Pierwszy raz już masz za sobą, przed  Tobą marzenie każdego triathlonisty czyli  IRON MAN
tj. 3,86km -  pływanie, 180,2km - jazda rowerem, 42,195km - maraton.  

Życzymy sukcesów i spełnienia marzeń czyli ukończenia Irona Mena.