• image
  • image
  • image
  • image
  • image

IDEALNE PRZYGOTOWANIE TO ZA MAŁO ! - relacja Eugeniusza Wojciechowskiego.

Po dobrym poprzednim sezonie-rok 2016 miał być kolejnym dającym satysfakcję, radość z wyników i zadowolenie. Podjąłem ważną decyzję o całkowitej rezygnacji z udziału w biegach ulicznych. Podpowiedzi kilku dobrych trenerów oraz trzyletnie doświadczenia przekonały mnie, że nie da się pogodzić treningu sprinterskiego i długodystansowego.

Ktoś kto biega na stadionie 5 i 10 km i robi to również na ulicy daje radę, natomiast trening do biegów sprinterskich to dynamika i siła. 31.12.2015 pobiegłem ostatni bieg uliczny. Oczywiście u siebie w Brzozie- Bieg Sylwestrowy.




Jak zawsze perfekcyjnie przygotowane i zorganizowane zawody potraktowałem symbolicznie jako pożegnanie. Chciałem podziękować tym wszystkim wspaniałym biegaczom z którymi od 2009 roku rywalizowałem. I to się udało w czasie 45:13 (odbiegającym od życiówki o prawie 4 min) dałem z siebie wszystko. Tradycyjnie biegła małżonka oraz starszy syn Paweł. Było super!
Nowy rok mogłem rozpocząć od przygotowań do HMP-Toruń i MP-Opole 2016. Misternie ułożyłem plan, który udało się wykonać w 120 %. Treningi na Zawiszy, basenie, siłowni domowej (sztanga). Jedyna różnica polega na tym, że nie robię leśnych długich wybiegań. Pierwszy raz cały cykl treningowy, dwumiesięczny udało się wykonać  bez zakłóceń, bez żadnego bólu, kontuzji i z coraz lepszą dyspozycją. Miting 6.02 w Toruniu przekonywał, że jest idealnie. Życiówka na 200 m w czasie przygotowań ( w ciężkim treningu) to wręcz idealnie. A później przed samymi MP sprawdziany na Zawiszy 27:10 na 200m, 8:05 na 60m, 5,30 w dal i 10,80 w trójskoku potwierdzały, że kolejne życiówki to będzie formalność. JEDNAK IDEALNE PRZYGOTOWANIE TO ZA MAŁO! W SPORCIE JAK W ŻYCIU POTRZEBNE JEST SZCZĘŚCIE! Dokładnie 26.02 w piątek przyszedłem do domu po pracy i oczywiście po treningu na Zawiszy i się zaczęło……… drgawki, wysoka temperatura i biegunka (górą i dołem). Będzie dobrze zaklinałem rzeczywistość. Taką przypadłość już przeżywałem przed pierwszym maratonem w 2009 roku. Skończyło się dobrze chociaż zahaczyłem o wizytę w szpitalu. Oczywiście, żeby się nie odwodnić tym razem bardzo dużo piłem i przyjmowałem elektrolity. Wizyta u lekarza i diagnoza: grypa jelitowa. Zapisał leki i wyjaśnił, że biegunka potrwa 5 dni, a na mistrzostwa będę już na „chodzie” , ale z pewnością osłabiony. Co on pieprzy pomyślałem. Ja nie dam rady?  Wszystkie zalecenia wypełniłem, trochę niepokoiło mnie, że wszystko co powiedział lekarz sprawdzało się dokładnie. Najbardziej cieszyła mnie utrata kolejnych trzech kilogramów, ale jak się później okazało z wagą straciłem również siłę. Do zawodów pozostał tydzień.
Ostatnie siedem dni przed startem pojawiłem się na Zawiszy by sprawdzić wydolność. Było dobrze, ale nie tak jak przed biegunką. Będzie dobrze! Jak człowiek sobie coś wmówi to tak będzie. Adrenalina na zawodach zrobi swoje!
25 Halowe Mistrzostwa Polski Weteranów w Toruniu odbyły się 12 marca 2016 roku. To już tradycja, że mistrzostwa odbywają się w Toruniu na najlepszej i najpiękniejszej hali w Europie. Organizacyjnie miała być wyjątkowa dyscyplina, bo Toruń zabiega o organizację HMŚWet w 2019 roku. Było dobrze, ale nie idealnie. Zawsze pojawia się kolizja w programie. U mnie w zeszłym roku 60m pokrywało się ze skokiem w dal, więc w tym roku wybrałem 200m i skok w dal. Było ok. ale na dwa dni przed zawodami zmieniono program i oczywiście konkurencje będą o 13.25 . Jednak ustalenie programu który będzie wszystkich satysfakcjonował przy tylu konkurencjach i kategoriach wiekowych to jest zadanie niewykonalne. Jednak wtedy jest duża rola sędziów, którzy mogą pozwolić na bieg, a za chwilę uzupełnienie skoku. I w tym zakresie mam złe zeszłoroczne doświadczenia, ale tym razem nie było problemów.
W tym roku oprócz znajomych i przyjaciół, których poznaliśmy przez 3 lata startów pojawili się Jarek Willma z Brzozy Biega i Jarek Jagieła wraz z siostrą Basią z Kolejarza. Dobrze się znamy . Mam wielki szacunek do ich umiejętności i osiągnięć. Oprócz tego okazali się życzliwymi ludźmi, którzy dopingują i podpowiedzą coś co ważne podczas startów. Był również Janusz Lenc. Tym razem kontuzjowany. Dla mnie to prawdziwa IKONA biegania. To legenda biegów ulicznych, człowiek który zaczął biegać w zawodach jak większości obecnych młodych biegaczy nie było jeszcze na świecie. Janusz wracaj do biegania, wracaj do swojej pasji bo na to zasługujesz!!!! Wielki szacunek. Byli również przyjaciele z Brzozy Biega: Tomek, Adam i Wiesław. Okazali się najlepszymi kibicami na obiekcie. Oprócz życzliwości dla nas, dopingowali również innych przez co zostali zauważani przez spikera i komisję zagraniczną.
Ja oczywiście tradycyjnie startowałem z małżonką Małgosią.
Zawody rozpoczęły się o 9.30 przemówieniami, hymnem i wystąpieniami gości zagranicznych.
O 10.00 Małgosia zaczyna od skoku w dal. Skacze poprawnie, ale gorzej niż na ME. Zajmuje 2 miejsce 3,02/4,33 m  i 583 pkt i zdobywa SREBRO. Po zakończeniu skoku ma bieg na 60 m. Tradycyjnie bloki startowe jej przeszkadzają, ale później biegnie bardzo dobrze i kopiując czas z zeszłego roku zdobywa BRĄZ. Wynik 10,97/9,25 sek i 659 pkt.
Potem czas na Jarka Willmę. Startuje w chodzie na 3000 m. Jarek to rekordzista Polski na tym dystansie M-40  z 2008 roku. W czasie konkurencji wszystkie kategorie maszerują razem. Jest to odrobinę nieczytelne, bo każdy idzie własnym tempem, ale na mecie okazuje się, że w swojej kategorii M-45 Jarek zdobywa ZŁOTO. Wynik17:08,06/15:32,24 i 672 pkt. To jest o 2,5 min gorzej od swojego rekordu Polski, ale jak sam zażartował był wtedy o 8 lat i 10 kg młodszy. Jednak wielkie gratulacje, bo to kolejne złoto dla BRZOZY BIEGA.
Jarek Jagieła i jego siostra Basia Jedras startują na średnich dystansach.  Piękny bieg Jarka na 800m daje mu BRĄZ  w M40. Wynik 2:18,66/2:10,19 i 543 pkt.
Basia biegnie 3000m w K-45 i zdobywa SREBRO . Wynik 11:49,55/10:44,41 i 813pkt. To jest naprawdę dobry czas co odzwierciedla ilość punktów. Przypominam, że taką punktację wymyślili amerykańscy weterani. Daje ona wartość wyniku uwzględniając konkurencję, płeć i zróżnicowanie kategorią wiekową. Wyniki ok. 1000 pkt dają medale na ME, a 1100 na MŚ.
Ostatni bieg Jarka Jagieły na 3000m daje mu 4 miejsce w M-40.Wynik 10:16,75/9:50,48 i 520 pkt.
Wreszcie moje konkurencje. Godz. 13.25. 200m pokrywa się ze skokiem w dal. Ale okazuje się że skoki są opóźnione i zdążę pobiec. Będę biegł na zewnętrznym 6 torze. Nie będę kalkulował. Biegnę „ile fabryka dała”. Zaczynam bardzo dobrze, ale na drugim łuku sił coraz mniej. Ostatnie 40 m to walka ze słabością organizmu. Zaciśnięte dłonie, góra „spięta”, widzę że biegacz na 5 torze może mnie wyprzedzić. Wcześniej na łuku Waldek Pietrzak mnie wyprzedził , ale to był faworyt. Dobiegam do mety ostatkiem sił i padam jak długi. Mam drugie miejsce. Bardzo dużo oklasków i entuzjazmu od kibicujących kolegów. Oni nie wiedzą, że biegnący w poprzednim biegu dwaj biegacze byli lepsi ode mnie. Jest 4 miejsce 28,56/24,36 i 650 pkt. Na mecie potłuczony z odrapaniami na kolanach , ramieniu i pod okiem oraz bólem żebra z godnością akceptuję swój rezultat. To jednak lekarz miał rację.
Biegnę na skocznię w dal. Jak przyjeżdża Staszek Chmielewski to walczymy o drugie miejsce.
To były zawodnik, wielokrotny medalista również ME i MŚ, rekordzista Polski. Konkurs układa się dobrze . Przez cztery kolejki jestem trzeci, ale wyniki nie zadawalają. W ostatniej kolejce Mirek przeskakuje o 6 cm. Ale ostatni skok należy do mnie . Jeśli poprawię życiówkę może być srebro, ale nie mam siły. Daję z siebie wszystko, ale dzisiaj tylko 4,85/6,69 i 852pkt dają 4 miejsce.
Na zakończenie trójskok. Oczywiście Staszek Chmielewski wygrywa. O 1 cm zabrakło mu do rekordu Polski. Ja walczę z Andrzejem z Łodzi. Staram się bardzo, ale w żadnym skoku nie przekraczam 10 m. Nie mam siły. Obolały po biegu i chyba bez wiary w lepszy wynik. Andrzej nieznacznie przekracza 10 m , ale srebro jest jego. W zeszłym roku rywalizowaliśmy, ale na odległości 10,50m. Ostatecznie zajmuję 3 miejsce i zdobywam BRĄZ. Wynik 9,88/13,23 i 752 pkt. A zatem Brzoza Biega zdobyła 4 medale : 1 złoty, 1 srebrny i 2 brązowe.
Czy czuję, że zawiodłem ? Raczej nie. Czuję się zawiedziony, że jakiś wirus zniweczył przygotowania. Ale takie jest życie, taki jest sport. Czy zniechęcę się do mocnego treningu? Na pewno nie. Wierzę, że w życiu jest równowaga jak na giełdzie papierów wartościowych. Brak szczęścia w jednych zawodach musi objawić się nadmiarem szczęścia w kolejnych. I na to liczę.
Natomiast mimo, że boli żebro, plecy. Mam zadrapania na kolanach, ramieniu i podbite oko, to jednak sport, to zdrowie i warto go uprawiać. A dla wszystkich biegaczy Brzozy Biega życzę mocy i życiówek w maratonach, półmaratonach , w triatlonie. Walczcie ze swoimi słabościami, bo mimo wszystko dzisiaj ja biegiem na 200 m wygrałem ze swoimi słabościami.

Z biegowym pozdrowieniem.
Eugeniusz Wojciechowski